Kile Topcatów są (moim zdaniem) fabrycznie dość wytrzymałe. Piasek szkodzi im zauważalnie tylko wtedy, gdy są regularnie ciągnięte. Przy żwirze odpowiedź jest bardziej jednoznaczna. Mam jednak ciągle klientów, którzy po prostu nie chcą sobie zawracać głowy i dlatego montują/zamawiają nakładki.
Pod tym względem nakładki na kile to dla użytkowników niekomercyjnych pakiet pełen spokoju. Jednak: jeśli kat z nakładkami na kile jest wyciągany z wody codziennie przez całe lato w szkole żeglarskiej bez wózka slipowego, to także nakładki na piętach są starte po trzech-czterech latach.
Montaż jest 'właściwie’ prosty:
Przyłożyć nakładkę na kil i zaznaczyć ołówkiem
Wnętrze nakładek zmatowić papierem ściernym
Kadłuby ewentualnie okleić taśmą, a potem tak samo zgrubnie zeszlifować; oba muszą wyglądać matowo, nawet jeśli to boli.
Pył usunąć jak najdokładniej, na przykład etanolem na szmatce
Do każdej nakładki tubka silikonu sieciującego neutralnie; przy F2 może wystarczyć też 3/4 tubki. Nie oszczędzać, lepiej posprzątać później
Nakładkę zamocować łatą dachową, 6-8 pasów mocujących na wierzch; ostrożnie z pasami z grzechotką, lepiej zwykłe pasy zaciskowe
Wyciśnięty silikon usunąć natychmiast; można też od razu pociągnąć krawędź, wokół pasów jest to jednak nieco żmudne
Pozostawić do utwardzenia na 24 godziny
Drugi kadłub (jeśli nie masz dwóch łat i 16 pasów)
Ogólnie dość medytacyjne zajęcie, lepiej starannie niż szybko.
Jeśli obchodzisz się z łodzią ostrożnie, nakładki na kile nie są potrzebne. Ale przy moim miejscu postojowym mam żwirową plażę, a poza tym znajomi czasem pływają moją łodzią, gdy mnie nie ma. Tam niektórych rys po prostu nie da się uniknąć. Wtedy można już pomyśleć o nakładkach. W skalistych, płytkich akwenach albo np. przy rafach koralowych nakładki na kile są właściwie niezbędne. Dodatkowo istnieje jeszcze wzmocnienie kadłuba Anticoralli. Tam kadłub jest dodatkowo wzmacniany już na etapie budowy w stoczni. Tego niestety nie da się jednak domontować później.